Dusza,  Twórcze życie

Czas zanurkować w głąb siebie

Katarzyna Loranc

Wbrew pozorom, sytuacja w jakiej się znaleźliśmy wcale nas od świata nie odcina. Internet, telewizja, inni ludzie i ich teorie, stają się źródłem informacji, których nasz umysł poszukuje, żeby wzmocnić swoje przekonania, potwierdzić swoje nadzieje lub obawy. Wszechobecny szum, który powstaje ze zderzenia różnych poglądów, skutecznie zagłusza to, co moglibyśmy odkryć, gdybyśmy tylko potrafili w tych ekstremalnych warunkach usłyszeć siebie.

 

O informacji

Informacja, która pochodzi z zewnątrz, nie może nas prawdziwie nakarmić. Poszukujemy jej, bo łakniemy bodźca, który w jakiś sposób na nas wpłynie: czasem ukoi, czasem rozjuszy. Zdarza się, że są to bardzo skrajne, wyczerpujące nas odczucia lub przeciwnie – mamy wrażenie, że oto nasz mózg zmienił się w miałką papkę. Informacja kojarzy mi się ze średniej jakości strawą, która nic nas nie kosztuje, jest rozdawana za darmo, więc łatwo wyciągnąć po nią rękę. Jak podaje słownik języka polskiego: informacja jest tym, co powiedziano lub napisano o kimś lub o czymś, także zakomunikowaniem czegoś. Często nie wiemy kto jest jej autorem, ale wierzymy tym przeczytanym lub usłyszanym słowom. Czasem trafia ona do nas poprzez pośrednika, do którego mamy zaufanie, bo na przykład reprezentuje nasze poglądy i wtedy staje się dla nas argumentem nie do zbicia. Dużo mówi się w dzisiejszych czasach o dezinformacji, są tacy, którzy z nią walczą. Nic dziwnego, że informacja budzi w nas tyle emocji: łakniemy jej, a ona nie daje nam tego, czego tak naprawdę potrzebujemy – nie zbliża nas do prawdy. Kto szuka prawdy nie znajdzie jej na powierzchni, czyli na poziomie, gdzie króluje informacja. 

Czy określenie: potwierdzona/prawdziwa informacja to zwykły oksymoron? Trudno dociekać na każdym kroku co kto uważa za prawdę i jeszcze kto to potwierdził. Przecież podstawową funkcją informacji jest ułatwianie i  lepsze zorganizowanie życia. Informacja sama z siebie jest czymś dobrym, czymś co ma nam służyć. Dzięki temu, że ktoś zamieścił w internecie adnotację o nowym adresie sklepu, nie marnujemy czasu jadąc na drugi koniec miasta tylko po to, żeby pocałować klamkę. To jest właśnie poziom, na którym ta forma komunikowania jak najbardziej zdaje egzamin. Konflikt rodzi się wtedy, gdy oczekujemy, by to informacja wyjaśniała nam i dawała wskazówki jak żyć. „Zdobyłam potrzebne informacje, teraz już coś na ten temat wiem” – zdarza się, że tak powiemy lub pomyślimy. I jest to jak najbardziej w porządku. Byle w istotnych sprawach nie poprzestawać na tym etapie poznania. 

 

Przekaz płynący z wewnątrz 

Skąd pomysł, że postępowanie tak jak wszyscy może przynieść nam szczęście? Że ktoś może wiedzieć lepiej od nas samych co jest dla nas dobre? Możesz podróżować i pukać do różnych drzwi: klinik, świątyń, szamańskich namiotów, instytutów naukowych, a nie przyniesie to wymarzonego skutku, jeśli sama nie wykonasz potrzebnej pracy. Oczywiście, że inni ludzie mogą być nam pomocni, jednak pamiętajmy, że odpowiedzialność za własne zdrowie ponosimy my sami i jeśli uparcie nie chcemy pochylić się nad jakimś aspektem w nas samych, który wymaga uzdrowienia, nikt inny tego za nas nie załatwi. Najważniejsze spotkanie to to z samą sobą. Jeśli w końcu na nie dotrzesz i zaczniesz szanować swoje odczucia, jak również sygnały płynące z ciała, sprawy zewnętrzne nie będą miały nad tobą mocy. Najlepszy medykament na lęk, który jest głównym źródłem chorób i konfliktów to połączenie ze Stwórcą poprzez własne wnętrze. To On udziela nam wszelkich potrzebnych wskazówek. Możemy usłyszeć, co mamy robić dalej, jaki jest kolejny krok. Ale nie doświadczymy tego w nagrodę za posłuszeństwo wobec wiadomości przychodzących z zewnątrz. Jeżeli nie będziemy mieli dostępu do naszego wewnętrznego głosu, pozostanie nam miotanie się od jednej modnej teorii do drugiej lub obstawanie przez całe życie przy tym, co już dawno nie służy naszemu dobru, ale jest bezpieczne, znane, powszechne.

 

Zanurzanie się we własnej głębi

Czasem sobie myślę, że sytuacja panująca na świecie jest formą przyparcia nas do ściany, gdzie dowiadujemy się, że są trzy ścieżki: „a”, czyli jestem za, „b”, czyli jestem przeciw i „c” nic mnie to nie obchodzi. Dlaczego miałybyśmy odczuwać przymus opowiedzenia się po którejś ze stron? Czy naprawdę nie ma w nas nic więcej? Czas przekonać się o tym, kim w istocie jesteśmy. 

Wyłączysz telefon, przestaniesz korzystać z internetu, przeglądać media społecznościowe, wyjedziesz z miasta i zaczniesz chodzić na długie spacery po lesie, a najdalej dnia trzeciego poczujesz się inaczej. Zauważysz, że dotąd oddychałaś płytko, szybko, że zajmowało Cię przede wszystkim przetwarzanie informacji pochodzących z zewnątrz lub tworzenie takich informacji dla innych – ciągły ruch, ale taki, który Cię nie wzbogacał, nie uskrzydlał, nie karmił. Ktoś ci zasugerował: „może odpoczniesz, skupisz się teraz na sobie?” A Ty szybko odpowiedziałaś: „no właśnie ja to dla siebie robię!” Czy naprawdę? Użyczasz swego czasu, talentu, energii, wymieniasz je na mniejsze lub większe pieniądze, mniejsze lub większe uznanie i jeszcze jesteś zdania, że robisz to dla siebie? Czyje oczekiwania w ten sposób spełniasz? Aha, twierdzisz, że własne. Wiesz co Ci podpowiem? Że dopóki nie wejdziesz w siebie, odłączając się od biegu świata, nie możesz usłyszeć pragnienia swojej duszy, z którym przyszła na ten świat. Jeśli nie zrobisz sobie przerwy, nie będziesz miała szansy odkryć swojego własnego języka, którym chcesz interpretować ten świat i twórczo wyrażać uczucia, które w Tobie budzi. Świat poczeka. Zwłaszcza teraz. Lęk o to, że coś Cię ominie jest bezpodstawny bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Odłączyć się jest natomiast trudniej niż kiedykolwiek wcześniej. 

Zamieszkałam wśród starych drzew. Za moim oknem rozciąga się las. Mam dla siebie niewiele czasu, bo jestem świeżo upieczoną mamą. Ale pośród takich okoliczności przyszło mi do głowy zrezygnować z udzielania się tam, gdzie i beze mnie będzie głośno, ciekawie. Przyszło mi też do głowy, że pod tą ścianą, gdzie zapędzają nas coraz to nowsze informacje mamy inny wybór. Czujesz już, że możesz oprzeć się o nią plecami i ona zniknie? Tak, nikt nie ma mocy wymuszania na Tobie określonych zachowań. Nakładki zdobiące zdjęcia profilowe na Facebooku, zwłaszcza teraz, kiedy na żywo reszta twarzy zakryta jest maską, sprawiają że odcinamy sobie dostęp do drugiego człowieka. Poglądy zderzają się ze sobą już na powierzchni. A ja chcę poznać Ciebie, Twoją niepowtarzalną wrażliwość, chcę posłuchać Twojej historii, nie z perspektywy poglądów, ale Ciebie samej. Chcę patrzeć jak budzisz się do życia. Ten widok mnie wzmacnia, napawa nadzieją i potwierdza sens moich własnych działań. Dlaczego miałabyś się utożsamiać z cudzymi słowami, z nie stworzonymi przez Ciebie samą symbolami? Twoje są autentyczne, przemieniające! Zanurz się w wodach swojej duszy, a jak wypłyniesz na powierzchnię zaśpiewaj mi w swoim języku – który z pewnością zrozumiem – co pięknego tam znalazłaś i dlaczego chcesz teraz stworzyć ten obraz własnymi rękami, w świecie zewnętrznym, widzialnym.

Kiedy zanurzysz się w sobie i zaczniesz odbierać to, co ma dla Ciebie Stwórca, zobaczysz, że stanie się to Twoją praktyką służącą poznaniu prawdy i wyzbyciu się lęku. Czas ograniczeń stwarza ścieżki do wolności. Nurkuj, żeby na nie trafić.

Tego Ci z głębi serca życzę ♥ 

Kasia

P.S. Ten wpis możesz odsłuchać w wersji audio: Blog w wersji audio

 

 

Leave a Reply

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.