Jarmark w Dreźnie
Zima

Grudniowa podróż do Drezna.

Przed Świętami wyjechaliśmy na weekend do – jak się okazało – naprawdę magicznego miasta. Wszystko zaczęło się od tego, że zapragnęłam wybrać się na jeden z europejskich jarmarków bożonarodzeniowych. Po krótkim rozeznaniu w temacie, mój wybór padł na ten o najdłuższej tradycji – Striezelmarkt w Dreźnie.

Dotarcie do Drezna okazało się całkiem proste. Najpierw dojechaliśmy pociągiem do Wrocławia, gdzie czekała nas przesiadka do autokaru FlixBus i już po paru godzinach byliśmy na miejscu. Inaczej miała się sprawa z noclegiem. Jeśli planujecie taki kilkudniowy pobyt to polecam zrobić rezerwację co najmniej półtora miesiąca wcześniej. Wtedy np. na portalu Home Away można znaleźć naprawdę piękne i niedrogie mieszkania położone w samym centrum miasta. My długo nie byliśmy pewni terminu naszego wyjazdu, dlatego sporo czasu i energii kosztowało nas znalezienie jakiegokolwiek noclegu na ostatnią chwilę, czyli trzy tygodnie wcześniej 😉

Już na drezdeńskim dworcu poczułam szczególny klimat tego miasta, a dalsza podróż w głąb, tylko moje odczucia potwierdziła. Niesamowita architektura w połączeniu z wiedzą, że wojna zamieniła cały ten obszar w gruzowisko, robią duże wrażenie. Podobną energię czuję zawsze na warszawskiej starówce. Ile musi być w człowieku wiary i determinacji, żeby odbudować cegła po cegle, to co doszczętnie zniszczone, żeby przywrócić danemu miejscu świetność, rezygnując z łatwiejszych rozwiązań.

drezno-za-dnia

Jarmarki drezdeńskie – nie tylko sławny Striezelmarkt na Altmarkt – bardzo mile mnie zaskoczyły. Sprzedawane na nich wyroby i kulinarne specjały charakteryzowały się naprawdę dobrą jakością, a ponadto wszystko było gustownie przystrojone – nawet sprzedawcy, w stroje z epoki 🙂 W tle słychać było niezbyt głośną, nastrojową muzykę. Niespieszne spacery w takich okolicznościach nie miały nic wspólnego z gorączkowym tułaniem się po galeriach handlowych w przedświątecznym czasie, choć zagęszczenie było pewnie podobne.

Czerwone i białe grzane wino, poncz na bazie ajerkoniaku z bitą śmietaną, gorące kasztany, pieczone jabłka z marmoladą cynamonową i sosem waniliowym – specjały, którymi byłam absolutnie zachwycona. To, plus życzliwość i spokój jakie dały się odczuć w całym mieście sprawiły, że podjęłam decyzję – odtąd wyjazdy na bożonarodzeniowe jarmarki będą naszą tradycją 🙂

Drugi dzień naszego pobytu był bardzo ponury i deszczowy, jednak nie pokrzyżowało to naszych planów, bo po pysznym śniadaniu w jednej z wielu kawiarni mieszczących się na starówce i tak mieliśmy zamiar udać się do Galerii Starych Mistrzów i Muzeum Porcelany. Mieszczą się one w jednym obiekcie – w słynnym Zwingerze wzniesionym nieopodal Łaby.

Pomysł okazał się bardzo trafiony i jakkolwiek zbiory porcelany nieco nas znużyły, to malarstwo wynagrodziło to z nawiązką. Miałam wrażenie, że na ścianach wisi wszystko to, co wcześniej znałam tylko z reprodukcji publikowanych w książkach i albumach; Canaletto, Botticelli, Rafael, Rembrandt, Rubens, Velasquez… Naprawdę gorąco polecam. Następnym razem koniecznie udam się do Galerii Nowych Mistrzów, na co podczas tego wyjazdu nie starczyło nam czasu.

muzeum
Jean – Etienne Liotard, „Dziewczyna z czekoladą”, 1744 r.

Po Dreźnie najlepiej poruszać się tramwajami – całodobowy bilet kosztuje 6 € – bo można nimi dojechać praktycznie wszędzie, a oprócz Starego Miasta koniecznie trzeba zobaczyć to, co po drugiej stronie Łaby, czyli Neustadt – Nowe Miasto, tętniące innym niż w centrum życiem. Jest tam nowocześnie; etnicznie i artystycznie. Właśnie tam znajdowaliśmy ciekawe knajpki z kuchnią z różnych stron świata i podglądaliśmy przez okno pracownie plastyków. Widzieliśmy też mnóstwo ciekawych sklepików, które niestety w weekendowe wieczory były już zamknięte.

Po dwóch pełnych dniach spędzonych w Dreźnie wiem jedno – na pewno mam po co tam wracać.

Wszystkiego dobrego <3

Gajka