Ule w ogrodzie
Wiosna

Jestem kobietą, więc mam swój rytm, swoje tempo.

Wiele zdarzeń, spotkań, rozmów i rozważań dotykających tematu kobiecości stało się ostatnio moim udziałem. Nie zawsze były to łatwe doświadczenia, ale… tym bardziej je cenię. Wśród rówieśników, między pokoleniowo oraz sam na sam ze sobą próbowałam znaleźć odpowiedź na pytanie: z czym wiąże się bycie kobietą – pełne nią bycie, bo dokładnie to mnie zainteresowało. W dzisiejszym świecie funkcjonuje tyle wzorców, że łatwo się w nich pogubić. Czy da się je wszystkie scalić? Czy trzeba? Oczywiście, że nie udało mi się tego ostatecznie dookreślić – mam na to całe życie. Jednak dzielę się dzisiaj z Wami tym, co przyniosło mi spokój ducha, w nadziei, że i na Was wpłynie kojąco, pozwoli zaakceptować i zrozumieć podejmowane przez siebie decyzje.

Wewnętrzne rozdarcie pomiędzy potrzebą realizowania siebie na płaszczyźnie zawodowej, a instynktownym dążeniem do spełnienia w życiu rodzinnym to temat, który chyba najczęściej pojawiał się w przeprowadzonych przeze mnie rozmowach. Czy nie bywa tak, że ktoś usiłuje nam wmówić, że mamy wybrać to, co jest dla nas istotniejsze? Czy nie czujemy presji z zewnątrz, aby zdecydować się na tę „właściwą kolejność” – jakakolwiek by ona nie była? A może wyrzucamy sobie, że powinnyśmy umieć godzić wiele ról, skoro inne kobiety świetnie sobie z tym radzą? Do tego dochodzi ukochane przez nas pojęcie CZASU, które w ustach wszystkowiedzących brzmi tak, że zaczynamy słyszeć w tle tykanie wielkiej wskazówki wielkiego zegara.

Warto w pierwszej kolejności zastanowić się nad tym, kogo właściwie słuchamy. Czy złotych rad udziela nam szczęśliwa, spełniona osoba? Jeśli tak, w porządku – przyjmijmy jej prawdę, przejrzyjmy się w niej i wybierzmy coś dla siebie. Jednak nawet w kontakcie z kimś, kto jest dla nas autorytetem, nie kopiujmy jego sposobu na życie! Każda z nas jest tutaj po to, by odkryć siebie i swoją prawdę, a to sprawa bardzo indywidualna i zazwyczaj jest ona długim procesem. Pójście drogą na skróty, kończy się rozczarowaniem i żmudnym odchwaszczaniem własnej ścieżki, która zarasta w najlepsze, podczas gdy nam się wydaje, że oto chwyciłyśmy Pana Boga za nogi i wreszcie wiemy jak żyć.

O tym, by puszczać mimo uszu uwagi ludzi, których życie nie jest dla nas żadnym wzorem, chyba nie muszę pisać. Zachodzenie w głowę, czy on lub ona mieli rację mówiąc o mnie to i to, jest marnotrawieniem swojej osobistej energii. Zdaję sobie sprawę, że to niełatwe, jednak chcąc pięknie żyć, po prostu musisz oduczyć się przeglądania w cudzych, nieszczęśliwych oczach. Niech patrzą na Ciebie, na Twoje pełne życie i zarażają się światłem, wiarą, odwagą. Wyciągajmy w górę, zamiast pozwalać ściągać się w dół. Tyle w tym temacie możemy zrobić i będzie to zarazem najlepsze, co zrobić możemy. Przyjrzyjmy się sobie w nowy sposób, pod kątem kilku cech, które dotychczas mogły być przez nas odrzucane, pomijane lub źle interpretowane.

Płynność

Płynność to atrybut kobiecości, który jak dotąd był przeze mnie ignorowany, a którego odkrycie było dla mnie niczym objawienie. Jak to? Od dziecka słyszę, że kobieta zmienną jest, że ma wiele twarzy, że generalnie jest słaba, ale potrafi być bardzo silna…  Gdzie ta przestrzeń na płynność? No właśnie. W Tobie, we mnie, w każdej kobiecie. Jest i czeka cierpliwie aż ją odkryjemy, aż się nad nią pochylimy. Naprawdę możemy dotrzeć do tego miejsca w sobie i zdać sobie sprawę, że cała ta szarpanina nie jest naszą prawdziwą naturą. Jest tylko objawem braku porozumienia z własnym wnętrzem. Zastanów się nad tym, zacznij przypatrywać się sobie z perspektywy płynności. Wiesz z czego ona się bierze? Wcale nie z konsekwencji w działaniu, a z bycia w ciągłym kontakcie ze swoją duszą. Jeśli dbasz o to, wiedz, że czekają Cię duże, ciągłe zmiany. Ale nie zaburzają już one Twojej psychiki, bo JESTEŚ ZE SOBĄ NA BIEŻĄCO. Twoja rzeczywistość się upłynnia, a Ty nareszcie czujesz jej puls, więc potrafisz przygotować się do zmiany kierunku. Z zewnątrz może to wyglądać na niekonsekwencję, ale za to Ty będziesz czuła się jak przysłowiowa ryba w wodzie: lekko i naturalnie. Żeby sprawdzić na ile realizuje się w Tobie ta cecha możesz zadawać sobie w ciągu dnia, pośród zwykłych czynności jak i w obliczu poważniejszych decyzji, pytanie: czy mam w sobie płynność, która sprawia, że jestem ze sobą na bieżąco? Tylko zapytaj. I wsłuchaj się w odpowiedź – nie udzielaj jej.

Siła

Nieraz, kiedy wybierałam się na ważne spotkanie, na którym chciałam poczuć się silniejsza od moich rozmówców, ubierałam spodnie, związywałam włosy – dopóki w pewnym momencie nie ścięłam ich na całkiem krótko – i nakładałam makijaż. Wtedy czułam się gotowa do walki o swoje. Czy zwyciężałam? Mniejsza o to. Przede wszystkim dzisiaj pojmuję, że szukałam mocy tam, gdzie ją widziałam, gdzie mi ją na różnych etapach życia sugerowano, a nie tam, skąd biło jej prawdziwe źródło. Samo ubranie niczego nie zmieni. Znane są, nam kobietom, sztuczki zarówno ze spodniami, jak i z wydekoltowanymi sukienkami. Ale skoro na potrzeby sytuacji tak się zmieniamy, to czy rzeczywiście idziemy po SWOJE? Co tak naprawdę stanowi o naszej sile? Niewątpliwie: poczucie bycia sobą. Płynne i uświadomione poczucie bycia sobą. To stan, w którym przestajemy zastanawiać się nad tym co i jak robią inni i co myślą inni o tym, co my robimy. Wiemy gdzie bije źródło, słuchamy swojej intuicji i mamy niezachwianą wiarę w swoją wyjątkowość! Demonstrowanie niezależności, inteligencji i perfekcjonizmu – to wszystko z kobiecością ma niewiele wspólnego. Prawdziwa kobieca siła nie potrzebuje być w żaden sposób udowadniana. Chyba, że koniecznie chcemy wpasować się w jakiś sztucznie stworzony wizerunek. Tylko po co? By zapomnieć o sobie i swoich potrzebach? Tam nie ma otwarcia, kreacji, przepływu życia… siły. Tam nie ma pełnej kobiecości. Jeśli czuję się silna, to za niczym nie gonię, z niczym się nie ścigam, nie utożsamiam się z żadnym poglądem, ale bardzo dobrze wiem, kiedy i jak zadziałać. To ja – kobieta – mam moc chronienia siebie, swojego mężczyzny, swoich dzieci. Pod warunkiem, że nie wytracam jej na nieswoje walki, nie oddaję jej negatywnej energii czającej się w myślach, słowach i wszelkich lękach. Staję całymi, bosymi stopami na ziemi i wiem, że najsilniejsza wichura nie zagrozi ani mnie, ani moim bliskim. Czerpię z tej wichury, rozkładam ręce, bo wiem, że mnie wzmocni, że nie będę już taka jak kiedyś. A ja – kobieta w swojej sile – nie boję się zmian, nie chowam się przed przeobrażeniami swojego ciała i swojego wnętrza. Wychodzę życiu na przeciw, przyjmuję je i nabieram wobec niego pokory.

Łagodność

Czy przemawia przeze mnie łagodność? Czy może wypieram się tej cechy, bo kojarzy mi się z czymś wstydliwym, nieprzystającym do czasów, w jakich przyszło nam żyć. A może nie do końca rozumiem czym jest łagodność i dlatego wydaje mi się nieatrakcyjna? Nie bez przyczyny wymieniam ją na samym końcu. Łagodność wynika bowiem z dwóch wcześniej przytoczonych cech. Jeśli potrafisz już odróżnić płynność od bierności, a siłę od agresji, wtedy też rozpoznasz w swoim sercu czym jest łagodność. Czujesz jak zmieniła się waga tej cechy w Twoim odczuciu? Jak z czysto powierzchownego wrażenia, została nobilitowana do czegoś, co głębokie, świetliste i czym można emanować od środka. Łagodność objawia się przede wszystkim w tym, jak traktujesz siebie; czy o siebie dbasz i czy z uważnością reagujesz na swoje potrzeby. Jeśli przebywanie we własnym towarzystwie podnosi Twoje wibracje i lubisz spędzać czas sama ze sobą, także w odcięciu od wszelkich zajęć i bodźców  zewnętrznych, to oznacza, że musisz mieć w sobie duże pokłady łagodności 😉 To wielka sztuka: nie karcić się, nie dopingować, tylko po prostu OBJĄĆ SIEBIE taką jaką jesteś i odczuwać płynące z tego dobro. A że jak wspomniałam, łagodnością się emanuje, dotyka ona wszystkich, których mamy w pobliżu. I czy może to na nich wpłynąć inaczej niż dobrze? Otóż może. Bo jeśli ktoś nie jest gotowy na przyjęcie łagodności, będzie się wił, odpychał, szamotał, walczył… Ale to nie jest Twoje zmartwienie. Jako kobiety przynosimy na ten świat łagodność i nie możemy pytać: czy świat jest na to gotowy? Czy to przystaje do obecnych realiów? Świat tego łaknie jak nigdy przedtem – jest wiele spraw do uleczenia, do podniesienia, do ochronienia, ale i do wzmocnienia.

Róbmy więc odważnie to, co do nas należy, pamiętając o najważniejszym – że jako kobiety mamy naturalne wsparcie od natury. Przyglądajmy się występującym w niej cyklom, odkrywając przy tym własne tempo i własny rytm: bez obaw wchodźmy w to, na co jesteśmy wewnętrznie gotowe, a bez żalu i strachu odpuszczajmy to, co nie nasze, wmówione, oczekiwane. To właśnie droga do prawdy o sobie.

Wszystkiego dobrego 

Gajka