Bajkoterapia dla dorosłych, książki dla dzieci
Piąta pora roku

Książki dla dzieci w dorosłym życiu.

Książki dla dzieci to jeden z moich ulubionych tematów – zaraz obok jedzenia 🙂 Nie bez powodu umieszczam oba wpisy jeden po drugim. Chcę zwrócić Waszą uwagę na te rzeczy, które być może dotychczas – z różnych powodów – były przez Was traktowane mniej lub bardziej po macoszemu. Wiecie jaki mam w tym cel? Otóż głęboko wierzę, że poruszanie wyobraźni i budzenie zmysłów to pierwszy krok w stronę zmiany swojego życia na lepsze. Jeśli czujesz się wypalona, albo Twój entuzjazm znika równie prędko jak się pojawił i w związku z tym nie wiesz jak zabrać się do spełniania swoich marzeń, skup się – za moją radą – na prostych, codziennych sprawach, które krok po kroku pomogą Ci odnaleźć równowagę emocjonalną i odzyskać chęć do działania.  

 

Rzeczywistość vs książki dla dzieci

Zastanawiasz się pewnie, co takiego może Ci dać czytanie bajek, z których dawno wyrosłaś, w obliczu zadań jakie stawia przed Tobą rzeczywistość. To, że mity i baśnie posiadają archetypy, które mają zdolność prowadzenia nas przez całe życie powinno być dla Ciebie – jeśli uważasz się za mądrą kobietę – oczywiste. Jeśli jeszcze nie czytałaś Biegnącej z wilkami, sięgnij po nią jak najprędzej, bo lektura tej książki da Ci głębokie, wielowarstwowe wejrzenie w siebie właśnie poprzez skrupulatną analizę starych opowieści. (Więcej o Biegnącej z wilkami znajdziecie w jednym z moich starszych wpisów.) Natomiast teraz chciałam zachęcić Was do sięgnięcia po te książki, które można znaleźć w księgarniach i bibliotekach na półkach oznaczonych tabliczką: literatura dziecięca. I mam tutaj na myśli zarówno stare, dobre tytuły jak np. Muminki, Kubuś Puchatek, Alicja w Krainie czarów, Opowieści z Narnii, Miś Paddington, jak i wszelkie bogato ilustrowane nowości publikowane np. przez Wydawnictwo Dwie Siostry. Dlaczego? Właśnie po to, aby na moment oderwać się od rzeczywistości widzianej z perspektywy dorosłego. Świat przedstawiony w książkach dla dzieci zazwyczaj jest uproszczony, ale w celu uwypuklenia naprawdę istotnych spraw. Dużo zyskujemy, jeśli pozwalamy sobie na wejście w ten świat bez oceniania go, ale za to z chęcią ponownego zrozumienia konkretnych spraw. Może się okazać, że zmartwienie, które nosiłaś w sobie od dłuższego czasu, pryśnie jak bańka mydlana w momencie, kiedy na przykład zobaczysz swoje cechy, albo cechy kogoś bliskiego w jednym z bohaterów. Można szukać rozwiązania w rozmowie, w poradnikach, ale i w bajkach pełno złotych myśli, które natychmiast wywołują uśmiech i ustawiają rzeczy na właściwym miejscu. Cytuję Wam jeden z moich ulubionych przykładów:

Jak się gniewać, to się gniewać – stwierdziła Mała Mi, obierając ziemniaka zębami. – Trzeba czasem być złym, każde najmniejsze stworzenie ma prawo być złe. Ale Tatuś Muminka gniewa się nie tak jak trzeba. Nic nie wydmuchuje z siebie, tylko wciąga do środka.

/T. Jansson, Tatuś Muminka i morze

 

Jak działają na nas książki dla dzieci

Pamiętam, że wiele lat temu potrafiłam przeczytać kilka książek tygodniowo i dopiero na studiach ten wynik uległ pogorszeniu. Listy lektur nie miały końca, więc zamiast oddawać się swojej pasji, skupiałam się głównie na tzw. literaturze przedmiotu. Skoro tyle czasu poświęcałam na to, żeby zrozumieć trudne słowa układające się w trudne zdania, oczywistym jest, że potrzebowałam innej niż czytanie formy odpoczynku. Dopiero po kilku latach książki wróciły do łask i zagościły na stałe w moim planie dnia. Początkowo brałam ze sobą tylko jedną sztukę w miarę lekkiej literatury (bo całkiem lekkiej nie znoszę i nie różni się ona w moim odczuciu niczym od niektórych programów telewizyjnych) na wakacje, by delektować się nią niespiesznie w cieniu palmy. I ozdrowiałam 🙂 Dziś znów czytam dla przyjemności i o dziwo często sięgam po literaturę specjalistyczną! Ale to inny wątek. Jak się domyślacie, to właśnie w czasie przesytu ważnymi teoriami na ważne tematy, sięgnęłam po raz pierwszy w swoim dorosłym już życiu, po literaturę dziecięcą. Czytając Jeżycjadę czułam jak rozluźniają mi się mięśnie, głowa staje się lżejsza i – co najważniejsze – nabieram ochoty do życia. W książkach dla dzieci nikt mi zawzięcie nie tłumaczył, że to, co myślałam sobie dotychczas o świecie, nie jest tym, co myśleć powinnam. Oczywiście teraz przerysowuję, bo próby spojrzenia na rzeczywistość w nowy sposób mogą być bardzo rozwijające, jednak trzeba to sobie rozsądnie dawkować, żeby nie zapomnieć własnego imienia i nazwiska 😉 W każdym razie, po moim odkryciu, zaczęłam częściej sięgać po książki dla dzieci. Myślę, że dla wielu osób taka sytuacja zaistniała w momencie jak zostali rodzicami: czytają dzieciom na głos, bo wszyscy mówią, że warto, aż tu nagle nie wiedzieć kiedy, sami się zafascynowali tymi historiami i pięknymi ilustracjami! Na Instagramie można znaleźć mnóstwo dowodów takiej atencji w postaci zdjęć i polecających opisów: że piękne, mądre, wzruszające, odkrywcze. Jeśli wierzyć koncepcji – a tej z pewnością wierzyć warto 🙂 – że każdy z nas nosi w sobie dziecko, o które należy dbać, to czytanie „temu dziecku” bajek jest wyrazem ogromnej troski o siebie. W przeciwnym razie umyka nam cała radość życia. Opisany przeze mnie przykład z zatruciem głowy poważną literaturą przytoczyłam Wam po to, żebyście zwrócili uwagę, czy „dzieła”, które przyjmujecie w siebie nie wysysają z Was cennych zasobów radości i spokoju (w związku z tym tematem odsyłam do mojego wcześniejszego wpisu traktującego o dobrej energii w sztuce). Oczywiście tyczy się to również codziennych spraw, z którymi mamy do czynienia: telewizji, spotkań z toksycznymi osobami, przykrych sytuacji, czy też własnych negatywnych myśli. Podsumowując: książki dla dzieci mają zdolność odtruwania nas po zaśmieceniu głowy i serca negatywną energią.

 

 Kiedy najlepiej czytać książki dla dzieci

Można powiedzieć: prosta sprawa, bo każda pora jest dobra, byle tylko się przemóc i zacząć. Chciałabym jednak rozwinąć ten temat, bo mam kilka sposobów na to, jak zamienić czytanie dziecięcej literatury w mały rytuał.

Wieczorem

Dzieciom zazwyczaj czyta się przed snem i ma to sens pod warunkiem, że nie przerywamy lektury w przypadkowym miejscu. Wrażliwa psychika, jak wiadomo, potrzebuje kojącego zakończenia rozdziału, przygody, a w niektórych przypadkach nawet całej historii, jeśli jest ona na tyle misternie stworzona. Dlaczego więc mielibyśmy traktować swoje wewnętrzne dziecko inaczej? Mało mamy na głowie tego, co prowokuje gonitwy myśli niepozwalające nam spokojnie zasnąć? Jeśli już mamy czytać wieczorem, to tylko to, co nas uspokoi oraz sprawi, że poczujemy się bezpiecznie. W ten sposób zostaniemy płynnie wprowadzeni w odprężającą atmosferę świata snu i marzeń sennych. Właśnie książki dla dzieci mają taką moc! Koją, a jednocześnie pobudzają wyobraźnię, co może mieć bezpośrednie przełożenie na rozwiązanie trapiącego nas problemu, a na pewno na znaczne zmniejszenie jego wagi. Pamiętam jak czytając Harry’ego Potter’a zawsze dążyłam do tego, by skończyć w momencie, kiedy wyczerpany, ale szczęśliwy bohater zasypiał w dormitorium, na łóżku z czterema kolumienkami 🙂

Rano

Drugim polecanym przeze mnie momentem na otwarcie książki dla dzieci jest pora śniadania. Zaczynamy nowy dzień, więc warto dać sobie taki dobry impuls do działania. Tutaj sprawa jest o tyle prostsza, że nie trzeba brnąć do wyraźnego zakończenia. Przeciwnie! Im bardziej otwartą sytuację zostawimy, tym więcej pola do działania stworzymy samym sobie. Jeśli tylko znajdziesz chwilę, by dać się wprowadzić w świat bajki, w zupełnie inny sposób będziesz tego dnia postrzegała rzeczywistość! Najlepiej kieruj się intuicją i swoimi potrzebami w wyborze takiej lektury.

W podróży

Można też – wybierając się w podróż – zabrać ze sobą taką książką dla dzieci, której świat przedstawiony jest w jakiś sposób powiązany z celem wyprawy. Znakomitym pomysłem – zrealizowanym przeze mnie i mojego chłopaka – było wybranie się w środku zimy nad Bałtyk wraz z cytowaną wyżej książeczką Tatuś Muminka i morze. Dzięki temu, przez resztę życia będziemy wspominać niepozorną, nadmorską miejscowość jako cudowną wyspę, na której odnaleźliśmy zagubione wcześniej skarby, a właścicielkę wynajmowanego przez nas domu jako intrygującą Too-tiki 😉

 

O czym świadczy czytanie książek dla dzieci

Wśród moich znajomych wiele osób czyta książki dla dzieci; wymieniamy się nimi i polecamy sobie wartościowe tytuły, a od mojej przyjaciółki, która jest przedszkolanką zawsze dostaję jakąś nowość wydawniczą na urodziny! Ludzie, którzy mają w domu książki dla dzieci od razu skracają sobie drogę do mojego serca, bo wtedy wiem, że cechuje ich niebanalna wrażliwość i że nie biorą siebie zbyt serio. Czasem ktoś chowa taki „dowód rzeczowy” w szufladzie, co mnie niewiarygodnie rozczula i budzi refleksję, że ulubiona książka dla dzieci może być czymś bardzo intymnym, z czym niekoniecznie chcemy się obnosić przed światem. I bardzo dobrze.

Gajka