Odpuszczanie
Lato

Jak odróżnić odpuszczanie w zaufaniu od rezygnacji

Planowanie siebie i swoich przyszłych działań to w gruncie rzeczy konieczność, jeśli zależy nam na własnym rozwoju. Dopiero kiedy wiemy czego chcemy, otwieramy sobie drogę do efektywnej pracy nad konkretnym celem. W ten sposób uruchamiamy również prawo przyciągania, dzięki któremu „niemożliwe” urzeczywistnia się na naszych oczach i staje się częścią naszej historii. Precyzyjne określanie własnych pragnień bardzo pomaga. Co jednak wtedy, kiedy rzeczy zaczynają dziać się nie po naszej myśli, albo sprawy zwyczajnie stoją w miejscu? Czy naprawdę zyskujemy walcząc zaciekle o to swoje wymarzone, wymyślone? A może warto zaufać temu co się dzieje, rozpoznać w konflikcie coś więcej niż tylko przeszkodę do zwalczenia? Odpuszczanie w zaufaniu nie ma nic wspólnego z wywieszaniem białej flagi. To raczej dowód na to, że jesteśmy gotowi przyjąć więcej niż mieści nam się w głowie.

Nikt z zewnątrz nie może ocenić czy podjęta przez nas decyzja była aktem poddania się. To znaczy może i nawet często to robi :), ale jest to tylko jego osobiste wyobrażenie na dany temat. Pozwólmy więc oceniać tym, którzy z jakichś powodów tego potrzebują i nie traćmy energii na wyjaśnianie dlaczego postąpiliśmy tak, a nie inaczej. Korzystniej pod wieloma względami jest po prostu zająć się sobą; wsłuchiwać się we własne wnętrze i postępować tak jak ono nam podpowiada. Oj, wiem dobrze, że czasem potrafi mieć zupełnie inne zdanie niż otoczenie, a nawet kłócić się z naszymi osobistymi przekonaniami! Warto prawdziwie się ze sobą zaprzyjaźnić, żeby nie powielać bezwiednie wpojonych nam schematów myślowych. Dokopanie się tam, gdzie umysł nie sięga to nie jednorazowy wyczyn – to bezustanna praca pozwalająca nam świadomie podejmować wszystkie decyzje i wpływająca bezpośrednio na nasz rozwój.

Dwie główne przyczyny rezygnacji

Jeśli więc otoczenie i przekonania, z którymi się utożsamiamy nie są wiarygodnym źródłem informacji, na czym możemy się oprzeć w momencie, kiedy w drodze do celu trafiamy na przeszkodę? Jak uważnie słuchać swojego wnętrza?

Strach, co ma wielkie ze zdziwienia oczy

Pierwsze pytanie, które dobrze jest sobie zadać w momencie, kiedy rozważamy odpuszczenie sobie jakiegoś działania, brzmi: czy czuję strach? Jeśli tam jest, odezwie się: potrząśnie nami, wyolbrzymi, zagrozi brakiem, zasieje panikę, że nie ma się co pchać w nieznane, wychodzić przed szereg… Na te sygnały trzeba być bardzo czujnym! Jeśli posłuchamy tych podpowiedzi w następstwie czeka nas stagnacja, niezadowolenie z siebie i Bóg wie co jeszcze – na pewno nie nagroda w postaci spełnionego marzenia. Bardzo lubię przyłapywać strach na gorącym uczynku. Jak tylko orientuję się, że powstrzymuje mnie przed zrobieniem czegoś, nabieram wiatru w skrzydła i z prawdziwą rozkoszą podejmuję się wykonania tego, co zamierzałam. Uwierzcie, że zajrzenie w te jego wielkie oczy staje się wtedy bezcennym doświadczeniem – tyle w nich zdziwienia! Ja rosnę, on znika. Nie odwrotnie. Hodowanie w sobie i karmienie strachu kolejnymi rezygnacjami jest zabójcze dla naszych marzeń i dla swobodnego wyrażania siebie! Naprawdę nie warto dawać mu tej satysfakcji. Namawiam Was do ćwiczenia swojego strachu regularnie, żeby nie miał sposobności zadomowienia się w Waszych sercach. Z własnego doświadczenia wiem, że im częściej zadajemy sobie to kluczowe pytanie: czy czuję strach? tym bardziej pozostajemy spokojni i silni, bo świadomi tego, co nami powoduje.

Lenistwo, które znajduje tysiąc wymówek

W drodze do spełnionego życia nie tylko strach bywa przeszkodą. W naszych głowach, tuż obok niego czai się lenistwo, które potrafi przybierać różne formy – nie zawsze wiąże się z nic nierobieniem. Aczkolwiek najłatwiej jest uporać się z nim, kiedy występuje w takiej – klasycznej – postaci, bo wtedy widać je jak na dłoni. Inaczej mają się sprawy kiedy ani my, ani nasi bliscy nie zdajemy sobie sprawy z tego, że rządzi nami lenistwo, bo jesteśmy cały czas bardzo zajęci… tyle że nie tym, co trzeba. Jeśli chcesz osiągnąć coś, na czym Ci zależy, działania z tym związane muszą stać się Twoim  p r i o r y t e t e m. Nawet jeśli wymaga to wstawania o 4:00, zrezygnowania na jakiś czas z ulubionych rozrywek, ograniczenia spotkań towarzyskich, pożegnania się z tytułem idealnej pani domu, najlepszego pracownika czy po prostu wdrożenia nawyku wyłączania telefonu po 16:00. Stwierdzenie: „nie mam czasu” najlepiej, żeby całkowicie zniknęło z naszego słownika. Dlaczego? Bo jeśli zniknie, to znaczy, że wygraliśmy z lenistwem, które do tej pory ukrywało się pod pozornie istotnymi czynnościami, które zjadały cały nasz cenny czas.

Jeśli uda Ci się zaobserwować w swoim zachowaniu powyższe symptomy strachu lub lenistwa i zachcesz się z nimi zmierzyć, bądź pewna, że robisz dla siebie coś bardzo dobrego! Z własnego doświadczenia wiem – i dlatego o tym piszę – że im częściej zastanawiamy się, co nami powoduje, tym wrażliwsze stajemy się na obecność strachu i lenistwa. I tym bardziej nie chcemy ich w swoim życiu! W ten sposób oczyszczamy siebie z niepotrzebnego, wielowarstwowego ciężaru osiadającego na psychice. My kobiety mamy być lekkie i pełne pasji – to jest sytuacja wyjściowa do życia w pełni 🙂

Czym jest odpuszczanie w zaufaniu

Odwaga i pracowitość są bardzo, ale to bardzo potrzebne, żeby iść swoją własną, niewydeptaną ścieżką. Czasem jednak dzieje się tak, że pomimo starań nie otrzymujemy tego, na czym nam najbardziej zależy i pojawiają się wątpliwości. To ważny moment, bo dzięki niemu uzmysławiamy sobie dlaczego idziemy akurat w tym a nie innym kierunku, dlaczego nasze serce wyrywa się właśnie ku tej a nie innej sprawie. Dzięki wątpliwościom zdobywamy wiedzę na temat nas samych. Jeżeli pomimo przeciwności uwierzymy w swoją drogę, okoliczności zewnętrzne nie będą w stanie nas z niej zawrócić. Trzeba natomiast pamiętać, że kiedy robi się ciemno, lepiej przeczekać niż błądzić na oślep. To właśnie moment na odpuszczenie; uspokojenie swoich nóg, by przestały przebierać w miejscu, łokci,  które tak naprawdę nie służą przepychaniu, ale podpieraniu ciała, kiedy upada na wznak  i co najistotniejsze – umysłu, bo to on ma tendencję do podstępnego zwodzenia nas tam, gdzie – uwierzcie – nie trzeba zaglądać. Podążanie własną ścieżką polega na tym, że pozwalamy naszemu życiu płynąć w sposób nieprzewidziany, nie znajdujący porównania do tego, co słyszeliśmy, o czym czytaliśmy, co obserwujemy u innych. Szanujmy więc swój czas i wyjątkowe, niepowtarzalne tempo przemian, które się w naszym życiu dokonują.

Kiedy robię co mogę, żeby spełnić swoje marzenie, a efektów nie widać, sprawdzam ile w moim działaniu jest upartości, niecierpliwości i zawziętości. To nie są objawy dobrej energii i w takim duchu nie chcę odnosić żadnego zwycięstwa. Zresztą odniesione w ten sposób, niewiele cieszy, albo cieszy na chwilę. Jeżeli chcesz, żeby Twoje życie składało się z przewlekłych zmagań i krótkotrwałych wzlotów – proszę bardzo. Jeśli jednak obserwujesz, że najbardziej służy Ci równowaga i poczucie bycia we właściwym miejscu we właściwym czasie… zaufaj i odpuść. To nie jest jednoznaczne z rezygnacją, z poddaniem się. To wyraz troski o siebie oraz świadomości własnej wartości. Ilekroć pozwalam sobie odpuścić, mam wrażenie, że kładę się na plecach, na wodzie i pozwalam, żeby niewidzialna energia tego żywiołu rozluźniła moje ciało i poniosła je tam, gdzie mu najlepiej. To bardzo uwalniające – pozwolić boskiej sile na prowadzenie nas. Nie oczekiwać, wyzbyć się roszczeń i w zaufaniu dać Bogu dostęp do siebie. Głowa nie jest od snucia marzeń, od tego jest serce. Głowa służy wdrażaniu ich w życie, kiedy przychodzi czas. Odpuszczenie w zaufaniu to pełna zgoda na to, co jest, spokojne przyjrzenie się sobie i dostrzeżenie istnienia wokół.

Rezygnacja często wiąże się z poczuciem wstydu, smutkiem, a nawet goryczą.  Odpuszczenie w zaufaniu wnosi natomiast nową jakość do naszego życia. Nie wyzbywamy się swoich marzeń, ale pozwalamy, by rosły razem z nami, dajemy sobie szansę by przyjrzeć im się na świeżo, na nowo zapałać entuzjazmem do ich realizacji. Zaprzestając walki o swoją rację mamy wreszcie szansę zobaczyć, że sprawy układają się tak a nie inaczej, żeby przyczynić się do naszego dobra. Nie dbajmy o to, żeby zawsze mieć rację, żeby zawsze wychodziło „na nasze”. Dbajmy natomiast o pogodę ducha, bo wtedy nikt nas nie zastraszy – nawet własne myśli.

Wszystkiego dobrego 

Gajka