Kobieta i natura
Jesień

Święty obowiązek kobiety

Bycie ze sobą na bieżąco to sprawa najwyższej wagi, gdyż prędzej czy później to, co czeka w nas na uzdrowienie pociągnie za nogawkę, by zwrócić naszą uwagę. I możemy to zignorować, ale tylko do pewnego momentu, w którym nie zostaniemy szarpnięte tak mocno, że po prostu się przewrócimy. Wtedy to już nie jest tylko nasza sprawa, bo upadek kobiety jest czymś, co emanuje na całe otoczenie i sieje spustoszenie. 

 

Bycie kobietą to przywilej

Dyskurs w tym temacie trwa, zderzają się różne poglądy, ale kto ma otwarte serce rozumie i uznaje tę prawdę. Sama długo się nad tym zastanawiałam, aż pewnego razu usłyszałam od jasnowidza, że we wcześniejszym życiu byłam duchownym, mężczyzną. Specjalnie mnie to nie zaskoczyło:) Natomiast pojawiło się we mnie poczucie, że teraz – jako kobieta – mam szansę poznać coś prawdziwie boskiego, że to coś w rodzaju nobilitacji. I nie mam potrzeby nikogo do tego przekonywać, ale czuję że to ważne, by mówić o tym swoim odczuciu głośno. Energia żeńska niesie błogosławieństwo każdemu, kto ją w sobie, w świecie uszanuje. Ona nie stoi na drugim biegunie względem mężczyzny! Jest za to przeciwieństwem agresji, walki, nienawiści. Tworzy zamiast niszczyć, a lęk zastępuje tym, czego nam najbardziej potrzeba – MIŁOŚCIĄ. Każda kobieta ma w sobie tyle uzdrowicielskiej mocy, że jest w stanie pomóc nie tylko sobie, ale i wszystkim wokół. Musi jednak się przebudzić i spełnić swój święty obowiązek – prawdziwie o siebie zadbać.

Co mogę dla siebie zrobić

Jestem zdrowa, zakochana w życiu, obdarowana wieloma talentami, razem z moim narzeczonym tworzę naprawdę szczęśliwy związek, mieszkam w pięknym miejscu, wykonuję zawód, o którym zawsze marzyłam… Mogłabym wymienić jeszcze wiele rzeczy, za które jestem wdzięczna Bogu, ale i sobie, bo pamiętam trud, którego doświadczyłam zmieniając swoje nastawienie i zarazem swoje życie. Kiedyś usłyszałam, że ja to sobie tak mogę lekko i z uśmiechem o wszystkim, bo suchą stopą dotarłam tutaj, gdzie jestem. Aż mi łzy stanęły w oczach, ale po chwili tylko się uśmiechnęłam, bo dotarło do mnie, że udowadnianie czegokolwiek w tym temacie to zbędna praca. Jaka praca jest natomiast konieczna? Wymieniając te wszystkie cudowności, za które jestem wdzięczna, chciałam Wam przekazać bardzo ważną rzecz. Zgadza się: jestem optymistką i od zawsze miałam w sobie dużo wewnętrznego przekonania, by dobrze siebie traktować. A pomimo tego, dzień w dzień poświęcam czas na to, aby poczuć się dobrze w swoim życiu. Codziennie od nowa, łącząc poznane sposoby z całkiem nowymi, pracuję nad tym, by czuć się dobrze w swoim życiu. Jeśli tego nie robię, od razu czuję, że coś jest nie tak, że różne lęki próbują się do mnie dobrać, osłabić. Znacie to? Tym bardziej chcę, żebyście wiedziały! Natura obdarowała mnie tym, co bardzo wspomagające przy tego typu stanach, a mimo to potrzebuję codziennej dawki dbania o siebie. Gdy sobie tego nie daję, robi się źle. Naturalna kolej rzeczy. Skąd pomysł, że nadejście wiosny, poznanie kogoś, przypływ pieniędzy, macierzyństwo, przeprowadzka, nowa praca, sukces zawodowy, czy święty spokój jest tym, co zmieni trwale nasz wewnętrzny stan?! Kobieta, która uwierzy w podobną bzdurę, oddala się od siebie samej. Unieszczęśliwia się na własne życzenie. Jeśli o siebie nie dbamy, nie oczekujmy cudów. Jeśli nie jesteśmy w stanie poświęcić chwili w ciągu każdego dnia, na to, by się modlić, medytować, ćwiczyć, przeczytać coś podnoszącego na duchu, przeprowadzić wartościową rozmowę, zabrać siebie na spacer, naprawdę nie oczekujmy cudów.

Zanim będzie za późno

Ucieczka w pracę, w alkohol, w życie innych ludzi, w przelotne związki lub trwanie w tym, co toksyczne, nijakie, to sygnały, że nie traktujesz siebie dobrze. W głębi serca o tym wiesz. Może nawet próbowałaś inaczej. Nie wyszło i zniechęciłaś się. A pomyślałaś, że może faktycznie masz trudniej niż inni, że Twoja sytuacja nie zmieni się na pstryk? Albo, że to, co dla kogoś innego okazało się zbawienne, niekoniecznie pomoże Tobie? W całym swym kobiecym podobieństwie, musimy pamiętać o indywidualnej drodze każdej z nas. Może nie znajdujesz w sobie siły, by zrobić jakiś krok? Może nawet nie masz pomysłu co by to mogło być i jak w ogóle ruszyć z takiego miejsca ciemności? Wiesz co, bardzo prawdopodobne, że faktycznie teraz nie możesz sama sobie pomóc i nie może też zrobić tego nikt bliski. Ale czy zdajesz sobie sprawę, że ta sytuacja może okazać się Twoją Drogą? Na pewno słyszałaś historie o ludziach, którzy dotknęli przysłowiowego dna, przeżyli coś bardzo trudnego, albo przeciwnie – zostali obdarzeni cudownymi zdolnościami w jakiejś dziedzinie i w następstwie sami zaczęli nieść pomoc. Świat jest pełen takich ziemskich aniołów i któryś z nich może podać Tobie pomocną dłoń. Zastanów się – właśnie masz szansę odkryć swoje powołanie (to coś innego niż zawód!) i na pewno sprawiłoby Ci radość niesienie uzdrowienia innym ludziom. Jako kobieta, w swojej mocy możesz robić to na nieskończenie wiele sposobów. Być może właśnie dostałaś do tego wezwanie. I wiesz na co teraz jest czas? Na pozwolenie, by najpierw ktoś inny wskazał Ci drogę do uzdrowienia siebie. Otwórz się i poszukaj osób, miejsc, warsztatów, które z Tobą rezonują. Odważ się napisać, zadzwonić, umówić na spotkanie. Po pierwsze daj szansę drugiemu człowiekowi na podzielenie się swoją wiedzą i umiejętnościami, tak jak Ty w głębi duszy chcesz się dzielić swoimi talentami, a po drugie zaufaj Bogu, że to część Twojej Drogi i daj się prowadzić.

Jesteś kobietą, więc niesienie uzdrowienia jest Twoją naturalną zdolnością. Jeśli trzeba, pozwól najpierw pomóc sobie. Słowo „pozwól” jest tutaj jak najbardziej na miejscu, gdyż nieraz same zakazujemy sobie wyjścia z sytuacji, tworząc z niej… sytuację bez wyjścia. Często boimy się wyjść „do świata” z tym, co intymne, wstydliwe, osobiste, zadawnione, bolesne lub niezrozumiałe, więc godzimy się na życie, które nie jest pełne i powoli zapominamy do czego jesteśmy stworzone. Czy wyjście na przeciw temu, co trudne jest aktem odwagi? Nie wiem. Ja w takiej sytuacji nie byłam wcale odważna. To bezsilność sprawiła, że wreszcie pozwoliłam się prowadzić. Dziś myśląc o tamtej chwili czuję, że dostałam ogromne wsparcie energetyczne od całej linii kobiet w mojej rodzinie – tych, które żyją i tych, które dawno, albo w trakcie odeszły. Podjęcie tego wyzwania rozsadziło od środka wiele spraw, ale nie umiem patrzeć na te wydarzenia nie dostrzegając ich sensu. Zbyt wiele dobra wszystkie otrzymałyśmy w zamian. To nie była łatwa przeprawa i wciąż jeszcze trwa, ale kamieniem milowym było dla mnie odkrycie, że to, co robię jest… świętym obowiązkiem, który wreszcie zgodziłam się przyjąć. Nie dajmy sobie wmówić, że udział w protestach,  działanie w imię czyichś idei, poświęcanie się dla kogoś, uzdrowi sytuację kobiet i całego świata. Uzdrowienie przychodzi po cichu, niepozornie, dopiero wtedy, gdy zaczynamy pochylać się nad sobą. Lawina schodzi nieco później 😉 I jest czymś, czego efekt znacznie przekracza granice naszej własnej osoby. Nasza głęboka przemiana nie budzi zazdrości, kontrowersji, lecz rozjaśnia życie wszystkich, którzy mają z nami i z naszymi doświadczeniami do czynienia. Nie muszą rozumieć, a i tak poczują. Uwierz.

Wszystkiego dobrego 

Gajka