Zmiany w życiu
Jesień,  Piąta pora roku

Skuteczne – bo naturalne – wprowadzanie zmian w swoim życiu.

Ile razy próbowaliśmy coś w swoim życiu zmienić? Z pewnością dobrze znamy to uczucie, kiedy znów się nie udaje: utrzymać diety, codziennie ćwiczyć, zrezygnować z alkoholu, papierosów, myśleć tylko pozytywnie, oszczędzać, kłaść się spać przed północą, regularnie odpoczywać od pracy i obowiązków… Ta lista mogłaby być dłuższa. Ale nie ma co zatrzymywać się nad tym, co jest nie tak. Skupmy się na tym, w jaki sposób sobie pomóc, by z dobrym efektem zmieniać swoje życie na lepsze. Na stałe. I nie ma tutaj cudotwórstwa, nie ma dopingujących okrzyków: „jesteś zwycięzcą!” – jest za to pełne zrozumienie swojej natury, potrzeb i szacunek do siebie takiej, jaką jestem/takiego jakim jestem.

Nasi najwięksi sprzymierzeńcy

Najważniejszą sprawą, o której warto pamiętać wprowadzając jakąkolwiek zmianę w swoim życiu jest świadomość tego, że w swym postanowieniu nie jesteśmy sami. Skoro dobrowolnie zdecydowaliśmy się na ten krok, musimy wiedzieć, że otrzymujemy – wraz z wybranym przez siebie postanowieniem – cały system wsparcia. Jesteśmy tutaj po to, żeby wzrastać, dlatego uwierzmy, że to co dzieje się na naszej drodze rozwoju ma nas wzmacniać. Nie podejrzewajmy każdej sytuacji o to, że pojawiła się by odebrać nam nadzieję na zmianę! Otwórzmy się na dar prawdziwej, głębokiej przemiany nawet – a właściwie zwłaszcza wtedy – gdy obserwujemy u siebie nieregularność, niekonsekwencję i niedomaganie. Dlaczego? Otóż to są właśnie symptomy autentycznego procesu przejścia ze starego w nowe.

Czas 

Zmiany nie zadziewają się z dnia na dzień. A przynajmniej nie te, które wiążą się bezpośrednio z naszym stylem życia i nawykami. Natomiast z dnia na dzień może pojawić się pomysł, chęć, potrzeba wprowadzenia konkretnej zmiany – coś przeczytamy, zobaczymy, poczujemy, czymś się mocno zainspirujemy i nagle zarówno serce jak i rozum dają nam sygnał: to jest to, czego dla siebie pragnę. Wtedy zazwyczaj podejmujemy tę pierwszą próbę. I jest fantastycznie – udaje się, a my wszystkim na około opowiadamy, że to działa, że czujemy motywację, że napędzają nas widoczne gołym okiem efekty, ze wreszcie czujemy smak życia. I wtedy właśnie doświadczamy czegoś najistotniejszego w procesie przemiany, bo poznajemy prawdziwych siebie: wolnych, zdolnych do kreowania swojego życia, odpowiedzialnych za to, co mamy. Co dzieje się potem, każdy wie 🙂 Przychodzi spadek, wracamy do starych przyzwyczajeń, a to, co przeżyliśmy staje się pięknym, choć nieco frustrującym wspomnieniem. I tutaj robi się miejsce, dużo miejsca na wyrozumiałość – o której więcej w następnym akapicie – ale także na przyjęcie do wiadomości faktu, że czas, choć może się wydawać, że jest inaczej, działa na naszą korzyść. Zamanifestowaliśmy chęć zmiany, poczuliśmy się w niej dobrze, a w dodatku zakomunikowaliśmy to światu. Proces uzdrawiania naszego życia rozpoczął się i trwa – mimo, że  w y d a j e  się nam, że oto zrobiliśmy krok w tył. Nic podobnego. Właśnie teraz potrzebujemy czasu, żeby przyjrzeć się na spokojnie temu, czemu chcemy zrobić miejsce. Zyskaliśmy nowy punkt odniesienia i bardzo ważnym jest, aby nie puszczać tego w niepamięć! Dzięki temu zaobserwujemy, że co jakiś czas wracamy do robienia tego, co poznaliśmy. Być może z mniejszym entuzjazmem, ale jednak. Stopniowo uczymy się przyjmować efekty swoich działań jako coś  n a t u r a l n e g o  i na to właśnie potrzeba czasu.

Wyrozumiałość i cierpliwość

Główną przeszkodą na drodze do zmiany jest brak wyrozumiałości wobec siebie. Samodyscyplina i silna wola, owszem, są potrzebne jeśli chcemy poprawić jakość swojego życia. Jednak jeśli będziemy karcić siebie za każde potknięcie i niesubordynację, finał będzie odwrotny od zamierzonego. Miejmy na uwadze swoje dobre samopoczucie – czy nie dlatego właśnie pomyśleliśmy o zmianie: żeby czuć się lepiej? Wyrzuty sumienia i poczucie winy robią nam krzywdę i oddalają od tego, o czym marzymy. Warto pamiętać, ze każda zmiana ma początek w nas samych. Zadbajmy przede wszystkim o to, żeby czuć się dobrze z tym, co robimy. To nie jest kolejny sprawdzian podlegający ocenie i nie ma też żadnego z góry określonego deadline’u. Sami wybraliśmy – chcemy zmiany, która wiąże się z konkretnym działaniem. Badajmy na bieżąco jakie żywimy uczucia do tego, co robimy. Jeśli odczuwamy opór, niezgodę, niemoc – zwróćmy uwagę, czy przypadkiem nie staliśmy się ofiarą własnego przymusu. Najistotniejsze jest zrozumienie, że weszliśmy w  p r o c e s  zmiany i dbanie o to, żeby przebiegał on harmonijnie. Jeśli potrzeba powrotu do starych nawyków jest silna, nie hamujmy jej, ale pozwólmy wybrzmieć. Przecież teraz robimy to z inną świadomością – świadomością chęci zmiany, bogatsi o doświadczenie życia według nowego sposobu. Może ciało, psychika chcą jeszcze raz poczuć dlaczego z czegoś rezygnujemy? Może właśnie wtedy, kiedy pozwolimy sobie wejść jeszcze raz i jeszcze raz do tej samej rzeki lepiej poznamy powody, dla których nie chcemy tego więcej robić. Dajmy sobie szansę pokonać strach i świadomie zadecydować o swoim życiu. Nie bójmy się powrotów – nawet jeśli są bolesne – bo jeśli odpowiednio się do nich nastawimy, mogą nam bardzo pomóc. Czasem możemy usłyszeć krytyczny bądź ironiczny komentarz z zewnątrz na temat naszych zmagań. Ale czy powinno nas to obchodzić? Najczęściej jego autorami są osoby, które jak dotąd nie znalazły w sobie na tyle siły i zrozumienia, żeby zmienić coś w swoim życiu. Kto nie zaufał  p r o c e s o w i  przemiany, ten nie odkrył jego sensu. Wyrozumiałość wobec siebie rodzi cierpliwość, która nie zna daty odniesienia sukcesu, ale jest przekonana o jego osiągnięciu, co bardzo pomaga iść na przód.

Przestrzeń na zmiany

Każdą zmianę przyjdzie nam łatwiej przeprowadzić jeśli odpowiednio przygotujemy pod nią grunt. Na pewno wiąże się to ze zdobywaniem wiedzy na temat tego, co i jak chcemy w swoim życiu zmienić. Książki, internet, warsztaty, rozmowy… sposobów by zacząć jest mnóstwo. Nasza świadomość musi poznać powody i okoliczności, dla których wybieramy dla siebie coś nowego. Podświadomość już to wie, co nie znaczy, że nie mamy jej umacniać – jeśli ktoś choć trochę interesuje się rozwojem osobistym i duchowym, ten na pewno zdaje sobie sprawę jak cudowne efekty przynosi praca na tym poziomie. Generalnie chodzi o to, żeby szukać wiedzy i inspiracji na wszystkie dostępne nam w danym momencie sposoby – rozbudzamy w ten sposób nasze serca na przyjęcie nowego. Pamiętajmy przy tym, żeby być cały czas wyczulonym na dobrą energię – jeśli instynktownie czujemy, że ktoś, poprzez własne doświadczenia, ciągnie nas w dół, nie pozwólmy mu na to. Słuchajmy i czytajmy to, co pochodzi od szczęśliwych, spełnionych ludzi. Jeśli czyimiś słowami powoduje strach i inne negatywne emocje, zawsze to wyczujemy, jeśli tylko będziemy dostatecznie uważni i nie zignorujemy wewnętrznego głosu. Zetknięcie z prawdą sprawia, że czujemy jak wzbiera w nas fala miłości, jasności i spokoju – jest nam po prostu dobrze. I to jest właśnie stan, dla którego podejmujemy się zmiany dotychczasowych nawyków. Warto przypominać go sobie co jakiś czas, pamiętając, że lepsze życie to ciągła praca i nic nie jest nam dane raz na zawsze. Dlatego bezsensowne jest odrzucanie ze złością tego, co po raz kolejny nam nie wyszło. W ogóle warto przyjrzeć się na świeżo złudności noworocznych postanowień. Dlaczego są on formułowane w sposób niezgodny z naszą naturą i z procesem zmiany? Od tego, a tego dnia chodzę codziennie tam i tam, tego i tego nie jem, a to i to robię raz w tygodniu! Nic dziwnego, że po jakimś – krótkim najczęściej – czasie nic po nich nie pozostaje prócz chęci zmierzenia się z nimi w kolejnym roku tj. za jakieś jedenaście miesięcy. A co z moim życiem tu teraz? Po co „przeczekiwać”, żeby znów się rozczarować, kiedy można pozwolić sobie wejść w proces i dać sobie tyle czasu ile naprawdę potrzebujemy? Wtedy nasze życie dzień po dniu, cykl po cyklu, spokojnie będzie się pogłębiać, a my będziemy mogli dobrze przyjrzeć się swoim potrzebom i na bieżąco znajdywać najlepsze metody łagodnie ugruntowujące wprowadzane zmiany.

Jeśli naprawdę zależy nam na zmianie życia na lepsze, potraktujmy to jako bezterminowy projekt – proces właśnie – i przede wszystkim traktujmy siebie z miłością 🙂

Wszystkiego dobrego 

Gajka