Świadomość siebie
Jesień,  Lato,  Piąta pora roku,  Wiosna,  Zima

Gdzie jest moje miejsce?

Kiedyś często zadawałam sobie to pytanie. Zestawiałam w wyobraźni swoją osobę z różnymi ludźmi, działaniami i przestrzenią. Istniały stałe punkty odniesienia, ale od czasu do czasu pojawiały się nowe fascynacje i odkrycia, zmieniające w większym lub mniejszym stopniu moje projekcje. I właściwie wszystko zaczynało się od nowa. Aż do momentu, w którym zdałam sobie sprawę, że w ogóle nie muszę takiej decyzji podejmować: ani teraz, ani w przyszłości.

To naturalne, że chcąc żyć jak najlepiej próbujemy określić jak to życie powinno wyglądać; szukamy czegoś, z czym moglibyśmy się utożsamić, tworzymy swoje nawyki, cieszą nas wydarzenia i sytuacje potwierdzające to, co myślimy o świecie, a nawet robimy specjalne miejsce na to, co nieprzewidziane. Byle znaleźć się bliżej „tego miejsca”, w którym nareszcie będziemy sobą. Czasem pojawia się pytanie, czy to już tutaj powinnam/powinienem zacząć zapuszczać korzenie, a czasem zapuszczamy je bezwiednie i gdy nagle odkrywamy, że to jednak nie „tutaj”, bardzo ciężko przychodzi nam je wyrwać. Właściwie metafora korzeni w odniesieniu do ludzi wydaje mi się nie do końca trafiona. A może po prostu traci już na aktualności? Na drugim biegunie znajduje się ptak i jego cudowne skrzydła, za pomocą których w każdej chwili może przenieść się z miejsca na miejsceAle jesteśmy  l u d ź m i. Przeglądanie się w tym, co nas otacza jak najbardziej może mieć walory poetyckie, a nawet poznawcze, jednak warto pamiętać, że nasze korzenie nasze skrzydła są tylko po to, żeby pomóc nam się rozwinąć i poczuć w sobie prawdziwą miłość. Nie mogą nas zatrzymywać i nie mogą służyć ucieczce, bo wtedy, jak najbardziej poruszamy się, tyle, że… już nie własną drogą.

A co jeśli założyć, że nie istnieje coś takiego jak „moje miejsce”? Uwalniające? Dezorientujące? W każdym razie na pewno warte rozważenia. Bo jak inaczej wytłumaczyć odradzającą się co jakiś czas tęsknotę za czymś bliżej nie określonym? Patrzymy w przeszłość, w przyszłość, przyglądamy się teraźniejszości, żeby móc uchwycić to, o co nam chodzi i co? Zaczynamy słuchać siebie. Być może podejmujemy jakieś działanie, wprowadzamy zmiany do tego, co jest. Czujemy, że żyjemy. Tak, bo jeśli można coś nazwać prawdziwym życiem to właśnie to, właśnie ten stan, kiedy pozwalamy sobie na ruch mający swoje źródło w naszym sercu. Ruch jest prawdziwym życiem. Ruch wiąże się z ciągłą zmianą. Potrzebną, życiodajną. Nie oczekujmy od siebie zdolności określenia swojego miejsca w świecie. Zaakceptujmy ruch. Ciągle, na świeżo przysłuchujmy się temu, co podpowiada nam serce i za tym głosem idźmy, bo jeśli istnieje jakikolwiek punkt odniesienia, to znajduje się on właśnie tam – nigdzie na zewnątrz.

Błogosławiąc drzewa i ptaki praktykujmy wdzięczność za to, że jesteśmy ludźmi.

<3

Gajka